Śmierć sieci społecznościowej
Opublikowano

Sieci społecznościowe są obecne w naszym życiu nie tylko prywatnie, ale często również w miejscu pracy. Z powodu Covidu wiele firm uświadomiło sobie bowiem, że kanał komunikacji trzeba utrzymywać nie tylko z pracownikami biurowymi, ale także z pracownikami fizycznymi. Jeszcze kilka lat temu dobrym rozwiązaniem wydawała się do tego sieć społecznościowa, ale czy na pewno tak jest?
Śmierć sieci społecznościowej
O śmierci sieci społecznościowych można czytać coraz częściej, ponieważ użytkownicy są nimi coraz bardziej niezadowoleni. Nie dają już tego, co obiecywały na początku, a to zaczyna wielu osobom być nie w smak. Dotyczy to jednak nie tylko sieci społecznościowych używanych prywatnie, ale również tych, które firmy wprowadziły do komunikacji wewnętrznej. Ale co właściwie jest z nimi nie tak?
1. Są dla reklamodawców, a nie dla zwykłych ludzi
Do funkcjonowania większości sieci społecznościowych niezbędna jest obecność reklamodawców. Płacą oni za to, aby uzyskać dostęp do bazy danych dostępnej w sieci społecznościowej i przyciągnąć uwagę swoimi reklamami. Różne udoskonalenia również służą temu celowi, aby reklamodawcy mogli dotrzeć do jak największej liczby osób. To dlatego sieci społecznościowe rywalizują ze sobą. O to, kto potrafi wciągnąć i zatrzymać przy sobie najwięcej osób, których uwagę może dalej sprzedawać płacącym klientom reklamowym. Czy wiesz na przykład, że Meta (Facebook) zarabia rocznie 200 USD na każdym użytkowniku? Sam Facebook ma blisko 2,9 miliarda użytkowników. Gdyby Facebook pobierał od użytkowników zaledwie 15 USD miesięcznie za to, żeby już nigdy nie sprzedawać ich danych, żeby naprawdę widzieli tylko to, co chcą zobaczyć, bez reklam, i gdyby każdy użytkownik płacił tę opłatę, firma i tak działałaby ze stratą. Ale jest mało prawdopodobne, żeby wszyscy płacili abonament. W przypadku Twittera również tylko ok. 0,85% użytkowników wykupiło subskrypcję. Zatem dla zysku sprzedają Twoje dane.
Pierwotnie w centrum uwagi był zwykły człowiek
Początkowo sieć społecznościowa polegała na tym, abyś mógł pozostawać w kontakcie ze znajomymi i przyjaciółmi nawet wtedy, gdy geograficznie dzieli was wiele kilometrów. Firmy również z tym zamiarem zaczęły ich używać w swojej komunikacji wewnętrznej. Jednak dziś zewsząd zalewają nas informacje, co powoduje ogromny szum i coraz trudniej jest odfiltrować naprawdę ważne wiadomości. Z punktu widzenia wewnętrznej komunikacji w miejscu pracy lepiej jest więc stosować model rozmowy „jeden do wszystkich, wszyscy do jednego”, taki jak wykorzystuje CHEQ. W tym przypadku każdy otrzymuje bowiem tylko ważne wiadomości firmowe, a swoje indywidualne pytania i uwagi może zadać osobno właściwej osobie.
2. Musisz zabiegać o łaskę algorytmów
Nie masz kontroli nad algorytmami, które decydują o tym, kto jaką wiadomość widzi i kiedy na powierzchni sieci społecznościowej. Wystarczy jedna zmiana w systemie, a najważniejsza wiadomość już nie dotrze do znacznej grupy twoich pracowników. I nie masz też wpływu na rozwój tej platformy. Jeśli w ten sposób utrzymujesz kontakt ze współpracownikami lub ze światem zewnętrznym, musisz liczyć się z tym, że to, co działało wczoraj, dziś już nie zadziała. A tak nie da się funkcjonować w sposób zrównoważony i skuteczny. Potrzebne jest o wiele pewniejsze rozwiązanie komunikacyjne, zwłaszcza gdy o ważnych sprawach firmy trzeba poinformować wszystkich pracowników. Sieć społecznościowa się do tego nie nadaje.

Dedykowane narzędzie do firmowej komunikacji wewnętrznej na rzecz cyfrowego dopasowania pracowników
Coraz więcej pracowników widzi, że sieć społecznościowa nie nadaje się ani do zwiększania skuteczności firmowej komunikacji wewnętrznej, ani do jej utrzymania. Jest tak również wtedy, gdy grupy tworzy się nie na Facebooku, lecz stosuje firmowe rozwiązania typu sieci społecznościowej. Celem tych drugich nie jest oczywiście sprzedawanie danych pracowników innym firmom w zamian za wpływy z reklam, jednak ich mechanizmy działania w dużej mierze przypominają publiczne sieci społecznościowe. Właśnie dlatego na tych platformach panuje ogromny „zgiełk”. Niemal niemożliwe jest odfiltrowanie ważnych wiadomości spośród mnóstwa zabawnych zdjęć zwierząt i gifów. Nie wspominając już o tym, że odnalezienie dokumentów jest niemal niemożliwe, a pracownicy nie mogą też uruchomić procesów obsługi spraw administracyjnych. Co więcej, taka firmowa sieć społecznościowa potrafi być również obciążająca psychicznie. Nie tylko ze względu na ilość informacji, ale również dlatego, że daje pole do cyberbullyingu, czyli internetowego nękania w miejscu pracy.
Aby tego uniknąć, należy wybrać takie narzędzie komunikacyjne, które
- daje ci wpływ na jego kształtowanie,
- jest dla pracowników,
- umożliwia informowanie,
- wyszukiwanie dokumentów,
- załatwianie rutynowych spraw administracyjnych,
- wiarygodne cyfrowe i proste podpisywanie dokumentów,
oraz wiele innych przydatnych rzeczy, których firma może potrzebować, zwłaszcza gdy większość jej pracowników wykonuje pracę fizyczną, a więc nie dysponuje firmowymi urządzeniami ani adresem e-mail i pracuje w rozproszeniu geograficznym. Wszystko to wspiera również CHEQ. Jeśli więc nie chciałbyś czekać, aż w twojej firmie nastąpi śmierć sieci społecznościowej, ani na zamęt wywołany zakłóceniami w komunikacji, lecz jeszcze wcześniej wprowadziłbyś lepsze rozwiązanie komunikacyjne w celu cyfrowego dopasowania pracowników, to zamów bezpłatną prezentację.
